Metoda odległościowa

metoda odległościowa

Jest to metoda, która może nie należy do najłatwiejszych, jednak przynosi nam sporo satysfakcji. Umożliwia nam także dotarcie do ryb, których nie udaje nam się złowić przy pomocy innych metod. Idealnym okresem nauki wędkowania tą metodą są wiosenne miesiące, kiedy to płocie są bardzo chętne do „współpracy” z nami.

Zacznijmy od sprzętu. Metoda odległościowa opiera się na połowie ryb przy pomocy wędki z kołowrotkiem. Idealna opcja na płocie, które lubują się przebywać w dalszych odległościach od brzegu (np. 20-25 metrów od nas). Musimy zaopatrzyć się w delikatne wędzisko najlepiej około czterometrowe z możliwością wyrzutu do 10gramów oraz spławikiem (4 – 6 gramów). W skład zestawu powinien wchodzić także kołowrotek ze szpulą o dużej średnicy i dość sporym przełożeniem. Istotnym jest by płynnie nawijał żyłkę. (Np. wielkość 4000 o przełożeniu 5.7.1). Jeżeli chodzi o żyłkę to unikajmy tych cienkich, gdyż bardzo łatwo się one zrywają i plączą. Dobrymi są te o średnicy 0,14 – 0,16mm. Dodatkowe otłuszczenie żyłki (np. rozrzedzonym płynem do naczyń) sprawi, że znacznie płynniej będzie się ona nam zanurzać. Przy tej metodzie najlepiej jest używać wagglerów, ponieważ tego typu spławiki możemy zamocować na żyłce na stałe. Zrobimy to dzięki specjalnemu łącznikowi, który przytwierdzi danego wagglera w konkretnym punkcie żyłki.

Tzw. „odległościówka” nie może się obejść  bez odpowiedniego nęcenia i techniki łowienia. W okresie wiosennym najlepszymi miejscówkami na płocie są kanały i nieduże zbiorniki zaporowe. Należy znaleźć miejsce, którego głębokość nie przekracza 3 metrów, dzięki czemu możemy dokładnie wygruntować łowisko. Dobrze jest sobie wybrać w oddali jakiś punkt odniesienia, który będzie naszym pewnego rodzaju celem, w który za każdym razem będziemy celować zarzucając nasz zestaw. Taka systematyczność jest kluczem do sukcesu.

metoda odległościowa
płocie złowione na metodę odległościową

Nęcenie jest uzależnione od długości naszej nasiadówki. Na kilkugodzinne łowienie wystarczy nam dwa lub trzy kilogramy zanęty spożywczej, którą dobrze jest dodatkowo obciążyć gliną, mniej więcej trzema kilogramami. Musimy pamiętać o gęstości naszej zanęty. Powinna być taka, aby dopiero po kontakcie z wodą, opadając na dno zaczęła się rozpadać. Dlatego ważne jest by ją odpowiednio nawilżyć, wszystko to jest kwestią wprawy. Zbyt sucha zanęta rozkruszy nam się już podczas zarzucania, z kolei forma kluchy sprawi, że w całości osiądzie na dnie. Do takiej mieszanki śmiało możemy dołożyć dżokersa lub garść pinek. Pamiętajmy jednak, aby nie przedobrzyć z przynętami, gdyż ich nadmiar może uniemożliwić nam wyrzut procą całości na planowaną odległość.

Na haczyk zakładamy kanapkę z pinek i ochotek. Następnie ustawmy grunt tak aby nasza przynęta ledwo sięgała dna. Kiedy to nie przynosi efektu należy lekko podnieść przynętę bądź zwiększyć grunt. Możemy także dodatkowo o miejsce zanęcić garścią kulek. Należy zauważyć, że metoda charakteryzuje się konkretnym aczkolwiek powolnym braniem. Nie należy śpieszyć się z zacięciem, gwałtowne szarpanie może jedynie zerwać żyłkę. Należy zacinać powolnymi i płynnymi ruchami, wtedy osiągniemy sukces.

Pamiętajcie, że jest to metoda, która na początku może nas zniechęcić wieloma czynnikami. Nie od razu nauczymy się odpowiednio gruntować czy celować zanętą na odpowiednią odległość. Jednak kiedy już na nasz haczyk nadzieje się płotka, będziemy w pełni usatysfakcjonowani. Nie zdziwcie się także, kiedy dzięki tej metodzie wyciągniecie z wody także karpia, lina, karasia a nawet leszcza. Życzę udanych połowów i przedniej zabawy.