Dla przestrogi

Drodzy koledzy wędkarze. Postanowiłem tu napisać dla przestrogi i bezpieczeństwa naszego wspólnego. Mam na imię Artur pochodzę ze Śląska, mam dwóch wspaniałych synów w wieku 10 lat Kuba i 8 lat Marcel.

Wybraliśmy się na ryby, owszem nie były to wody co prawda PZW lecz dziki staw od znajomych. Zabrałem ze sobą 3 wędki po jednej dla każdego. Chłopcy łowili na spławiki, a ja wrzuciłem na grunt. Włączyłem wolny bieg kołowrotka i pilnowałem z pociechami spławików, gdyż brały ładne płocie. Młodszy z synów znalazł sobie zajęcie z patykami na plaży tuż obok nas, więc miałem go na oku. Na jego wędkę założyłem 2 ziarenka kukurydzy, bo na wędce Kuby cały czas były brania na robaki i nie nadążyliśmy wyciągać tak brały płocie a na kukurydzę już nie. Spławik stał bez drgnięcia co dawało nadzieję na większy okaz.

Nagle Marcel znikną mi z pola widzenia. Zawołałem go i poszedłem go szukać po plaży, Marcel odezwał się od razu że szuka dużego patyka do zabawy. Przy stawie rosły dzikie krzaki, małe drzewka a bliżej wody trzciny i tataraki. Podszedłem niego żeby pomóc mu szybciej znaleźć patyk i wrócić nad wodę, bo Kuba zasygnalizował mi że ma kolejna rybkę. Wtedy obok syna zobaczyłem dziwną roślinę dość wysoką, podejrzewam że jest to Barszcz Sosnowskiego, zabrałem szybko stamtąd syna i poszliśmy nad wodę do Kuby, który już zdążył złapać 5 rybkę. Nie dało mi to spokoju i wyjąłem telefon żeby wpisać w Internet jak wygląda prawdziwy Barszcz Sosnowskiego i się przeraziłem zdjęcie było identyczne jak ta roślina niedaleko nas. Opowiedziałem o tym synom i pokazałem im jak wygląda taka roślina oraz jaka jest niebezpieczna i jak blisko Marcel był tej rośliny. Dlatego tak ważne jest, żeby nigdzie samemu nie odchodzić, gdyż nigdy nie wiadomo co może się stać.

Na szczęście nic nam się nie stało, Marcel nie poparzył się rośliną. Zwinęliśmy wędki, wypuścili ryby z powrotem do stawu a następnie zapakowałem samochód. Od razu pojechałem prosto do znajomych, którzy są właścicielami stawku. Poinformowałem ich o niebezpiecznej roślinie o czym nie mieli wcześniej pojęcia, że w ogóle takie coś rośnie na ich działce. Właściciele poinformowali też Główny Inspektorat Sanitarny, że mają na swojej działce Barszcz Sosnowskiego i tam też otrzymali informację jak się go pozbyć.

Okazuje się, że pozbycie się go nie jest proste.  Najczęściej stosowane są dwa sposoby:

Chemiczny: poprzez stosowanie herbicydów – wtedy roślina schnie i umiera.

lub

Mechaniczny: poprzez wykopanie korzeni lub 4 krotne koszenie w ciągu roku i tak powtarzać przez 12 lat.

W tym przypadku na szczęście nikt nie ucierpiał, gdyż poradziłem sobie z rozpoznaniem tej rośliny. Aż boje się pomyśleć, co by było gdyby ktoś nieświadomy zagrożenia próbował usunąć tę roślinę lub przechodząc obok niej otarł się o nią np. twarzą. Była to dobra lekcja zarówno dla mnie, moich synów i właścicieli stawu. Pozwoliłem sobie napisać do redakcji Gdybyryby.pl ponieważ mają odpowiedni dział na swoim portalu:  „Relacje z wypraw na ryby” historie na rybach. Kochani uważajcie na siebie i zwracajcie uwagę na niebezpieczne rośliny. Będę bardzo szczęśliwy jeśli chociaż jedną osobę tym tekstem uchroniłem przed poparzeniem się Barszczem Sosnowskiego.

Pozdrawiam Artur

Jeśli przydarzyła Ci się zabawna historia na rybach lub znasz taką historie i chcesz się z nami podzielić napisz do nas a my zamieścimy tę historię jako artykuł. Przestrzegamy zasad RODO i nie będziemy upubliczniać żadnych danych kontaktowych poza inicjałami lub imieniem jak ktoś wyrazi zgodę.

Email do redakcji zapraszamy zachęcamy: gdybyryby.pl@gmail.com